Ogłoszenie

Zapraszamy do rejestracji!

#1 2009-03-16 16:58:54

 Alice Hale

Administrator                            Wampirzyca

Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 55
Punktów :   
WWW

Rozdział VI

Rozdział 6 - Podobni...
   




"Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko..."


Przyznam, że siedzenie spokojnie pomiędzy tyloma wampirami było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Aby zwiększyć moją irytację, ich uczucia nie były wrogie. Byli zaciekawieni i zaskoczeni, nie agresywni. Każdy zerkał w moim kierunku. Może wydaje się to dziwne, ale nie znosiłem być przytłoczony uwagą kogokolwiek. Nie znoszę znajdować się w centrum.
Alice siedziała przy mnie, świadomie opierała się o moje ramię, dodając mi otuchy.  To zaskakujące jak bardzo takie zwyczajne, proste gesty pomagają.
- Jako pani domu, zaproponowałabym herbaty, ale z wiadomych względów to chyba niepotrzebne. - Esme usiadła na fotelu naprzeciwko nas. Uśmiechnęła się serdecznie. Jej nie przeszkadzała nasza wizyta. Była tylko nieco zaniepokojona, ale wiedziała, że nie jesteśmy zagrożeniem dla jej bliskich.
Siedząca nieopodal Rosalie, ta piękna blondynka poruszyła się niespokojnie. Chciała przypomnieć o swoim zniecierpliwieniu
- Myślę, że Edward i Emmet już niedługo przybędą. Edward jest wyczulony na nasze "wewnętrzne głosy". Zapewne już o wszystkim wie - powiedział Carlisle. Mówił rzeczowym tonem, ale nie zdołał ukryć nutki ciekawości. Nie dziwiłem mu się... W końcu ja również byłbym zainteresowany powodem tak niespodziewanej wizyty faceta całego w bitewnych bliznach i dziewczyny, która od samego progu rzuca się mi na szyję. Nie mogłem oprzeć się myślą, że nie wywarliśmy najlepszego pierwszego wrażenia.
Mimowolnie skrzywiłem się, gdy wspomniał o zdolnościach jednego z nich... Tak, oni wciąż byli i myślałem, że już zawsze będą "nimi". Nie było najmniejszej nadziei na to, że kiedykolwiek, z czystym sumieniem będę mógł powiedzieć "nami". Nie przekonała mnie do tego żadna z wizji Alice. Znałem siebie wystarczająco długo, by wiedzieć, że nigdy w pełni nie zaufam któremuś z nich... Ale zapewne nie będę miał ku temu okazji. Same myśli o tym wydawały się śmieszne, wręcz irracjonalne!
Najbardziej kłopotliwą ze wszystkich rzeczy było to, że cały ten Edward jest teraz w stanie poznać moje wewnętrzne rozdarcie. Zamiast się tym zdenerwować, zainteresowała mnie jego reakcja. Co mógłby wyłapać z chaosu panującego w mojej głowie? Ile czasu zajmie mu uporządkowanie go? Pewnie ma doświadczenie, więc zrobi to dużo szybciej ode mnie.
Drażniło mnie też, że reszta domowników może wyłapać każdy mój ruch. Gdy przebywałem wśród ludzi, często nie mieli najmniejszego pojęcia, że jeszcze przed chwilą byłem wiele metrów, a może i kilometrów od nich... Nie mieli  pojęcia, jakie stwarzam dla nich zagrożenie. Zabawny jest ich brak spostrzegawczości. Może nawet nieświadomie uciekają od poznania prawdy, ale tak jest dla nich lepiej... Bezpieczniej. Tak podpowiada im w połowie zatracony instynkt samozachowawczy.
Nie mogłem opanować zaciekawionego spojrzenia. Dom był niesamowity. Przestronny, jasny i przytulny, jeden z tych, w których można by spędzić każdy dzień, nawet tego nie żałując.
- Nie chciałabym was poganiać... - warknęła Rosalie, która teraz już nawet nie próbowała ukrywać rozdrażnienia - , ale co tu się, do cholery, dzieje!?
Esme natychmiast zganiła ją wzrokiem. A gdzie jej instynkty? Zawstydziła się zachowaniem kompanki... To takie ludzkie. Zupełnie zaprzeczała schematycznym zachowaniom naszej rasy.
Esme... Czy ktoś byłby w stanie ją zlekceważyć? Ja nie byłem... Ale w moim przypadku to zapewne wina tego, co czułem, skupiając się ja jej osobie. Ciepło, którego miała tak wiele, że chętnie obdzieliłaby nim o wiele więcej osób niż liczyła jej rodzina. W moim martwym sercu obudziła się malutka iskierka nadziei.
Mogliśmy już dosłyszeć dwójkę, na którą czekaliśmy. Rozmawiali w bardzo dziwny sposób. Edward odpowiadał na pytania, które Emmet zadawał w swoich myślach. Czy u nich każda rozmowa wygląda właśnie tak?
- Jest ich dwoje - usłyszałem wyraźny głos. - Wampir i wampirzyca. Nie mają złych intencji, ale ich myśli są bardzo... ciekawe.
Warknąłem odruchowo. Nie zdążyłem tego zahamować... Jak on może bez jakiegokolwiek pozwolenia wtargać do mojej głowy?! Czy nie da się tego jakoś zatrzymać? Jakie szczęście, że to jednostronny dar.

Już teraz duży problem sprawiało mi znoszenie cudzych emocji, ale byłem pewien, że myśli były jeszcze gorsze. Nie zniósłbym, gdyby ludzie ''przemawiali'' do mnie w podobny sposób.
- A nawet jeśli, proszę bardzo! - rozległ się jakiś tubalny rechot. - Mogą spróbować. - Słyszałem jak obserwowali nasze tropy, węszyli zapach, śledzili każdy pozostawiony ślad. - Z małą poradzimy sobie bez przeszkód, ale ten facet... Z nim może być trudniej.
Chłopakowi wyraźnie się nudziło. Sam prosił się o pojedynek, czy jakąkolwiek formę rozrywki. Przyśpieszył...
Czy to możliwe? Esme znowu było wstyd... Wstydziła się zachowania kogoś, kogo traktowała jak własnego syna. Poczułem dziwny ucisk w okolicy żołądka. Chciałbym, żeby ktoś był dla mnie kimś takim, jak ona dla niego? Kiedyś istniała taka osoba. Szczera, promieniująca pozytywną energią blondynka. Zawsze służyła mi pomocą. Mimo tych lat, które minęły od chwili, kiedy widziałem ją po raz ostatni, wciąż wiedziałem, że nigdy nie przestanę jej kochać. Tak, byłem pewien, że właśnie to, co czułem do niej mogę nazwać miłością. Wiedziałem, bo czułem identycznie to samo, gdy byłem jeszcze człowiekiem. Właśnie to było dla mnie podświadomym znakiem na to, że gdzieś, głęboko istnieje jeszcze moje ludzkie "ja". Prawda była taka, że cieszyłem się, że jej już nie ma. Trafiła ta, gdzie wyznaczono miejsce dla równie dobrych osób. Gdzie wyznaczono miejsce dla ludzi... Cieszyłem się, bo wiedziałem, że żadna matka nie chciałaby mieć za syna potwora. Nawet tak tolerancyjna jak moja.
A czy mogłaby zastąpić ją Esme? Nie byłaby tą samą osobą. To niemożliwe, ale... Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad czymś równie absurdalnym... Może też nieodpowiednim.
Skup się! - nakazałem sobie. - On wszystko słyszy... Myśl o czymś mało ważnym.
Tylko w nielicznych momentach mojego marnego jestestwa czułem się równie bezradny. Bo cóż mogę zrobić? Wystarczy jedna chwila jego obecności w moim umyśle, by poznał każdy szczegół, przyszłe słowo, które zamierzałem wypowiedzieć. A ja? Ja jestem słaby! Może i mógłbym wpływać na ich zachowanie, ale to oni równie silnie wpływają na mnie. Daję się ponieść ich emocją. Granicę między mną a nimi są słabo widoczne... To z całą pewnością jest niesprawiedliwe!
Byli bliżej, a ich słowa stawały się coraz głośniejsze. Strasznie irytowało mnie ich ludzkie tempo.  Dlaczego nie poruszali się normalnie, po wampirzemu!?
Wśliznęli się do pokoju. Większy, bardziej umięśniony natychmiast usiadł przy Rosalie. Drugi, rudowłosy był chyba najmłodszy z całej ich piątki. Stanął z założonymi rękami przy oparciu fotela Esme. Byli dla siebie bliscy... Patrząc na niego czułem znudzenie, ale też lekki niepokój i zdezorientowanie. Czułem, że chce ją chronić. Gdyby nie był w stanie, byłby niepotrzebny, nieważny.
- Witaj, Edwardzie! -  wykrzyknęła Alice. Pewnie! Niech jeszcze bardziej pogorszy naszą sytuację. Już teraz w całej tej sprawie jest zbyt wiele niejasności.
- Wiedziałam! - uradowała się Rosalie. - Wiedziałam, że musisz znać tę wariatkę! Nie kto inny, tylko ty!
Znowu warknąłem, co nie spodobało się partnerowi blondynki. Usiadł prosto, eksponując swoją umięśnioną klatkę piersiową. Czy on myśli, że może mnie przestraszyć? Gniewnie mrużył oczy. Nie wiedział, czego może od nas oczekiwać, ale wcale się nie bał. Był podekscytowany. Lubi adrenalinę. Widocznie nie przyszła mu do głowy idiotyczność zachowania, którego się po nas spodziewał. Atakować przeciwnika przeważającego liczebnie... Ciekawy pomysł, ale jeszcze nie straciłem rozumu.
Edward nieznacznie uniósł brew.
- Czy ty w tym momencie siedzisz w mojej głowie? - zapytałem. - A gdzie zasada szanowania prywatności?
- Akurat ty nie powinieneś wypowiadać się na temat naruszania prywatności! - wysyczała Rosalie. Cóż, teraz mogłem już z łatwością stwierdzić, że jednak czają się w niej dość spore pokłady agresji. Świetnie dobrała się z Emmetem.
- To nieświadome. Nie panujesz na tym, prawda Edwardzie? - wtrąciła Alice, obracając się w jego kierunku.
Tym razem to z ust blondynki wydobył się dziki charkot. Może źle ich oceniłem? Może to ona aż rwie się do walki? Mi nie uśmiechała się możliwość pojedynku, ale bywałem w cięższych opałach. Martwiłem się o Alice. Ona mogłaby nie przeżyć czegoś podobnego. Zerknąłem w kierunku okna... Najlepszym wyjściem w tym momencie byłaby ucieczka. Czy to się jej spodoba, czy nie, nie pozwolę, by pewność siebie z powodu wizji, zapanowała nad jej rozsądkiem.
- Gadaj skąd ją znasz! - rozkazał Edwardowi blondynka. Odniosłem wrażenie, że nie darzą się zbyt gorącymi uczuciami.
On tylko wzruszył ramionami. Pewnie już o wszystkim wiedział. Mógłbym założyć się o parę milionów, że w tej chwili Alice raczyła go radosnym monologiem w swojej głowie... Tak, nie zniósłbym ciężaru, jakim był jego dar.
Podszedł do pianina, które wcześniej nie przykuło mojej uwagi.
- Jej zapytaj - zaproponował obojętnym tonem. - Będziesz miała na to dość sporo czasu. Jasper i Alice zamierzają się wprowadzić. - I jakby nigdy nic po prostu zaczął grać jakąś nieznaną mi melodię.
- Pięknie! -  Rosalie opadła na siedzenie. - Nie mam zamiaru tolerować kolejnych idiotów! Jeden w zupełności wystarczy! - Wypowiadając ostatnie zdanie spojrzała na grającego.
Kiedyś także grałem. Sprawiało to przyjemność mojej matce. Pamiętam, że w dzieciństwie, gdy nie wychodziło mi to najlepiej, ona wciąż i wciąż motywowała mnie do dalszej nauki. Nie chciała bym się poddał... Nie robię tego. Przynajmniej się staram.
Opanowałem dziwną ochotę podejścia do instrumentu. Gra jest jak oddychanie - nie można jej zapomnieć.

A więc on także kochał grać? Poczułem dziwną integralność z Edwardem. Wiele nas łączy. Nawet nasze zdolności są nieco podobne.

Pozostaje tylko jedna różnica... On nie był krwiożerczym, brzydzącym się siebie potworem.

- Mylisz się - szepnął tak cicho. Wstał natychmiast, wskazując na swoje miejsce. - Chcesz? - zapytał uśmiechając się niewyraźnie.
Kiedyś muzyka potrafiła ukoić najgłębsze rany. A teraz... To niemożliwe.
Tylko potrząsnąłem głową, a on powrócił do wcześniej wygrywanej melodii. Była to idealna kompozycja. Domyśliłem się, że jego autorstwa.
- Dom wariatów! - wrzasnęła Rosalie i zniknęła. Chwilę potem usłyszałem jakiś trzask w piwnicy. Dobrze, że postanowiła wyładować swoją agresję z dala od nas.
- Ach! Jeśli już mowa o naszym wprowadzeniu się - zaczęła Alice,a ja odruchowo zamknąłem oczy, wiedząc, że pewnie znowu powie coś, czego w tej chwili nie powinna - już wyniosłam z twojego pokoju rzeczy, Edwardzie.
Niepasujący do pozostałych dźwięk.

Esme jęknęła cicho. Pewnie nigdy wcześniej nie zdarzała mu się żadna pomyłka.
- Co zrobiłaś? - zapytał przez zaciśnięte zęby.
- Wprowadziłam się do twojego dawnego pokoju - wyjaśniła łaskawie. Już po chwili nie było jej ani jego, a z góry dobiegł nas głuchy odgłos walenia pięścią w drzwi. Alice chyba zdążyła zamknąć się w pokoju od środka.
- Może jednak wyjaśnisz nam o co w tym wszystkim chodzi? - zaproponowała Esme.
Emmeta chyba znudziła cała ta sytuacja, bo włączył telewizor, szukając (jak się domyśliłem) jakiegoś meczu.
- Och, no dobrze - westchnąłem, niechętnie przyjmując do wiadomości, że to mi przypadła ta zaszczytna rola.


http://i33.tinypic.com/1e1id1.gif
1. Imie: Alice
2. Nazwisko: Hale
3. Wiek fizyczny: 17
4. Data ur.: 30.06.1002r.
5. Kim jesteś: Wampir żywiący się krwią zwierzęcą
6. Gdzie mieszkasz: Forks
7. Nadprzyrodzone zdolności: Telepatja
8. Biografia: Wampirzycą zostałam w wieku 17 lat, w 1919r. Podczas wędrówki po lesie jakiś idiota mnie zaatakował i dziabnął (nie mam u tego za złe )
-------------------------------------------------
http://img211.imageshack.us/img211/9369/22xy6.jpg http://img142.imageshack.us/img142/6038/new1ha6.jpg http://img211.imageshack.us/img211/3595/new1sc2.jpg http://img142.imageshack.us/img142/2088/new1hk1.jpg http://img111.imageshack.us/img111/8236/new1ah1.jpg http://img142.imageshack.us/img142/8853/new1ne6.jpg http://img82.imageshack.us/img82/7448/73149562cz4.jpg http://img388.imageshack.us/img388/4234/97280025bb6.jpg http://img82.imageshack.us/img82/9218/80520109kx5.jpg
http://img360.imageshack.us/img360/4396/44ka6.jpghttp://img246.imageshack.us/img246/7408/30283699av4.gif

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
nazwy sojuszu ołówki do szkicowania dobre i tanie obudowy komputerowe uszak siwy THE SIMS KODY